Ilu czytelników, tyle opinii… . Dla jednych tak nudna, że przebrnęli tylko przez kilkadziesiąt stron, dla innych tak wciągająca, że brnęli z ciężką książką aż na górskie szczyty (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi J ) Niewidzialne życie Addie LaRue może znudzić. Początek powieści jest niemiłosiernie rozwleczony i nieciekawy. W dodatku dzieją się tam rzeczy magiczne, co nie każdemu przypadnie do gustu. I gdyby jeszcze pociągał nas język jakim to jest napisane…no ale niestety. Stąd trudno było mi się przedrzeć przez pierwszą część książki, tę w której mająca iść właśnie w sukni ślubnej do ołtarza młoda Addie, odwraca się i ucieka. Później tak długo błąka się i prosi bogów o zmianę losu iż nie zauważa, że ostatnią prośbę wymawia już po zmroku. A to niestety sygnał dla najniebezpieczniejszych bóstw. Zdesperowana Addie zawiązuje jednak jednym z nich umowę i od tej pory staje się na zawsze zapominana. Co to oznacza? Każdy z kim się spotka, nie pamięta jej dłużej niż kilka godz...
Wyobraźcie sobie, że odkąd pamiętacie, żyjecie w więziennej klatce, w podziemiach, z samymi kobietami. Wokół klatki krążą mężczyźni z batami, którzy nigdy się do was nie odzywają. Ba! Nawet na was nie patrzą, a mimo to cały czas pilnują. Jest was w sumie czterdzieści i nie wiecie jak się tam znalazłyście, po co tam siedzicie i dlaczego jesteście pilnowane. Nie macie pojęcia o upływie czasu. Trzydzieści dziewięć kobiet jest od was starszych i tylko mgliście pamięta poprzednie życie. Wy natomiast nie wiecie nic o świecie zewnętrznym, bo od dziecka siedzicie w klatce. Pozostałe współwięźniarki próbują wam wytłumaczyć jak wyglądał świat kiedyś, ale robią to niechętnie i fragmentarycznie. Jednego dnia rozlega się alarm i strażnicy porzucają wasze więzienie, na szczęście zostawiając klucze. W końcu po dziesiątkach lat wychodzicie na zewnątrz. Niestety, upragnione wyjście z klatki niewiele wyjaśnia… . To przejmująca do szpiku kości powieść o samotności. Smutna i nieodgad...
Ślubu nie było, ale wesele owszem. I to jakie! Proszę Państwa, każdego kto choć raz był na polskim weselu, wiele tu nie zdziwi. Bo choć pary młodej brak, to impreza trwa. Jest alkohol, duuużżooo alkoholu, szalony wodzirej i orkiestra, rodzinne niesnaski, spontaniczne romanse, kłótnie, a nawet bijatyki. Jednak zamiast welonem rzuca się tu koloratką, a główni bohaterowie – rodzice niedoszłej pary, nieustannie przerzucają się winą i obelgami. Rodzice pana młodego to przedstawiciele bogatego świata. To oni płacą za wesele, to za ich pieniądze dla młodych zostało kupione mieszkanie i to oni opłacili wcześniej podróż poślubną... . Z kolei rodzice pani młodej to mieszkańcy wsi, nie obyci, nie do końca znający zasady savoir-vivre i na pewno nie obracający większymi sumami. Zderzenie tych dwóch światów, zarówno jeśli idzie o kontakty niedoszłych teściów jak i gości weselnych, to jak fajerwerki z opóźnionym zapłonem! Napięcie rośnie z każdą minutą, a my jesteśmy jednocześnie zacie...
Komentarze