KAJŚ. OPOWIEŚĆ O GÓRNYM ŚLĄSKU. ZBIGNIEW ROKITA


 

Śląskość była dla nas polskością niedorozwiniętą i pocieszną, zawsze, kiedy mówiono o niej w telewizji, po ekranie sunęły obrazy malowniczej biedy, zamkniętych kopalń i górników z węglowym makijażem.(…) Nigdy jako dziecko nie widziałem, żeby po śląsku mówił ktoś wykształcony.[1]

Muszę przyznać, że moje wyobrażenia na temat Ślązaków były przez długi czas bardzo podobne. Na temat Śląska, jego historii i granic wiedziałam naprawdę niewiele. Zmieniło się to dopiero w okresie studiów, gdy zaczęłam jeździć do Katowic. Nagle okazało się, że Ślązacy to nie tylko baby i chłopy, ale zwykli dwudziestoparolatkowie, tacy jak ja studenci, mówiący płynną polszczyzną, o szerokich horyzontach myślowych. Śląsk jako kraina okazał się z kolei bardziej skomplikowany i rozległy niż sądziłam. Do historii nawet nie próbowałam dotrzeć, bo jego dzieje to kawał historii, do tego zagmatwanej i trudnej. Od tego czasu nie miałam już problemu ze słuchaniem gwary, a moje wyobrażenia na temat Ślązaków się zmieniły. Nigdy jednak temat historii tego regionu, jego losów nie wywołał u mnie większego zainteresowania. Aż nie przeczytałam książki Zbigniewa Rokity… .


Nie wiedziałam, czy chce sięgać po książkę, która jak sądziłam, będzie nudnym, historycznym opisem Śląska, ale przeczytałam pierwsze zdanie i to zdanie mnie uwiodło: Moi przodkowie użyźniali sobą dzieje. Dzieje się na nich pasły i rosły tłuste i obłe.[2]
I rzeczywiście jest to wspaniała opowieść. Opowieść o szukaniu korzeni, o zawiłych losach ludzi, którym ciągle próbowano zmienić tożsamość i którym raz po raz narzucano inne kultury i język. Książka jest świetnym zapisem historii Śląska przez pryzmat przodków autora. Pełna nieznanych mi dotąd historii o wydarzeniach, o których do tej pory nie słyszałam, np. o obozie pracy  w Zgodzie czy o zatruciu ołowiem w Szopienicach. Idąc z autorem odwiedzamy śląskie hałdy, cmentarze i podwórka familoków. Poznajemy wielu znanych Ślązaków, którzy w różny, nie zawsze pozytywny sposób o Śląsku opowiadają.
Sposób przedstawienia historii i miejsca jakim Śląsk sprawiły, że książka zagościła w moim księgozbiorze i że będę ją wszystkim polecać. I jest jeszcze jedna rzecz, która wywarła na mnie pozytywne wrażenie – odwaga autora do tego by przyznać:
Miałem pradziadka z Wehrmachtu. Nie ja jeden. Miliony Polaków mają przodka, który służył w niemieckim wojsku.[3]



[1] Rokita Z., Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne 2020, s. 295.
[2] Ibidem, s. 13.
[3] Ibidem, s.103.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

UKOCHANE RÓWNANIE PROFESORA, YŌKO OGAWA

FADO, ANDRZEJ STASIUK